Czy w sztuce jest jeszcze miejsce na pomyłki?

by - września 25, 2017



Do wpisu zainspirowało mnie pewne błahe, ale dla mnie niezwykle inspirujące zdarzenie. Zaczęłam się zastanawiać nad problemem i zadałam sobie jedno pytanie: czy w jakichkolwiek działaniach artystycznych znajdzie się jeszcze miejsce na pomyłki?




Kiedy inni nie pochwalają twoich działań…

Odwieczna zagwozdka artystów: co powinni robić, gdy widownia nie pochwala jego działań. Jak powinien reagować: poddać się, czy brnąć pod prąd w imię sztuki?

Do tego inspirującego incydentu doszło w niedzielny wieczór, kiedy to zamieściłam na swoim profilu facebookowym zdjęcie wykonane aparatem analogowym Pentaxem ME z obiektywem Panagor 80-200mm F3.8. Zdjęcie przedstawiało okolice warszawskiego Barbakanu i nie miało specjalnego przekazu, oprócz takiego, że chciałam nim zatrzymać ostatnią chwilę, odchodzącego lata. Teraz możecie zobaczyć je sami:



Po kilku minutach dostałam komentarz z pytaniem, co właściwie przedstawia to zdjęcie. Zgodnie z prawdą odpowiedziałam, że „zatrzymaną chwilę lata”. Znów otrzymałam odpowiedź brzmiącą (zacytuję): „ to moim zdaniem albo do kosza, albo do szuflady na 20-30 lat”.

Auć, prawda? Otóż nie do końca. I nie piszę tutaj tego, by wylać gorzkie żale, ale po to, by zastanowić się (znów) na forum, czy w sztuce jest jeszcze miejsce na pomyłki, ale nie tylko na pomyłki. Czy jest w ogóle miejsce na eksperymentowanie, cieszenie się kadrem/chwilą, bez jakiejkolwiek analizy, czy kadr jest w porządku, a kolory zachwycają z daleka.


Słowa krytyki uskrzydlają?

Otóż i ja do końca nie wiem, czy istnieje jakakolwiek szansa, by słowami „słabe, nie pozdrawiam” dodać delikwentowi animuszu. Ja zaczęłam się zastanawiać nad przyczyną tej wszechobecnej idealizacji wszystkiego, nad przyczynami perfekcjonizmu, spięcia tyłka i braku miejsca na proste rzeczy.
Wszyscy niby dążymy – nieraz za wszelką cenę – do tego szczęścia, a już dawniej wierzono, że szczęście dają proste i małe rzeczy. Jak więc pogodzić ze sobą te dwa, skrajne wyznania? Bardzo możliwe, że się nie da i zawsze znajdzie się ktoś, komu będzie coś przeszkadzać. Słabe światło, krzywy kadr, mina osoby na zdjęciu, a nawet i słaba postprodukcja zdjęcia.

Poproszę trochę normalności

Przeglądanie instagrama zajmuje mi dziennie około godziny, może półtorej. Przyznaję się. Jestem przesiąknięta idealnymi, instagramowymi makijażami, których i tak nigdy nie zrobię. Oglądam setki zdjęć typu „flat lay” i marzę, by kiedyś zrobić chociaż odrobinę podobne do tych, które mi się podobają. Przeglądam profile, zdjęcia, hasztagi, kadry, więcej kadrów, i gdy tak jeszcze więcej patrzę, to coraz mniej widzę… nowych, świeżych rzeczy.
Jasne - flat lay, makijaże, ładne dziołchy i jeszcze przystojniejsi panowie aż proszą się o intensywniejsze obserwowanie i załączanie czerwonych serduszek, ale nie ma w nich żadnej świeżości. Wszyscy są tacy sami, niczym właściwie się nie różnią. No, panie może odcieniem pudrowo-różowych włosów, a panowie kolorem zegarka na umięśnionym przedramieniu.
Mi w fotografii – i w czymkolwiek innym – chodzi o wyjątkowość, oryginalność, a pal licho – sper-so-na-li-zo-wa-nie! Modne, internetowe słowo, a niewielu umie je poprawnie wykorzystać w rzeczywistości.

A może zerkniesz tutaj?

0 komentarze