Centrum miasta – dlaczego to wcale nie idealne miejsce na zdjęcia reportażowe?

by - września 15, 2017


Robić zdjęcia można naprawdę wszędzie. Ja jednak zrozumiałam, że centrum miasta ma więcej wad, niż zalet, jeśli chodzi o zdjęcia reportażowe. Na fotografa czekają tam złowrogie spojrzenia obcokrajowców, karcące miny policjantów i wiele, wiele więcej przeszkód.


Uważaj na ulotkarzy

Cokolwiek by się nie działo, zawsze należy uważać na ulotkarzy. To oni są najbardziej wyczuleni na wszelki ruch, wyłowią z tłum każdego, kto przykuje ich uwagę. Dziewczyna z aparatem skierowanym w ich stronę, to potencjalne niebezpieczeństwo. Zresztą, zapewne ¾ społeczeństwa nie lubi być fotografowanymi z ukrycia, ale ulotkarze zupełnie się z tym nie kryją.

Ostatnio przechodziłam pod Pałacem Kultury i już miałam ustrzelić dwóch chłopaków – jeden wyglądał na Hindusa, drugi był 100% Polakiem. Już miałam zdjęcie łączące dwie, różne narodowości, solidarność ulotkarzy, oni w wielkim mieście, gdy nagle…

Oboje, jak na zawołanie spojrzeli w moją stronę i nieważne stało się, że tłumu potencjalnych odbiorców ich ulotek przechodzą im pod nosem. Na celownik poszłam ja i mój sprzęt. Nieco się speszyłam i posłusznie odwróciłam się na pięcie. Do teraz mam do siebie pretensję – prawdziwy reportażysta zostałby tam do końca!

Gwar wcale nie działa na twoją korzyść

Im więcej ludzi, tym naturalniejsze zdjęcia? Nie do końca. Uważam, że gwar wcale nie działa tak korzystnie na ujęcia, jakby się jeszcze do niedawna zdawało. Zbyt wiele osób w kadrze potrafi zepsuć kadr, wprowadzić niepotrzebny zamęt i sprawić, że całkiem przemyślany kadr, nagle stanie się totalnym chaosem.

Nie lubię, gdy Obcy kręcą mi się przed obiektywem, dlatego wybieram raczej samotne jednostki, takie na uboczu, które zajęte są jedynie swoimi myślami, swoim ciałem, swoją duszą. Nie lubię większych grup, spędów, zorganizowanych imprez. Dlaczego? Może ze zdjęciami mam trochę, jak z życiem – lepiej czuję się w zamkniętej, choć trochę znanej mi grupce, niż w zupełnie obcej gromadzie.

Centrum miasta jedynie w nocy staje się miejscem przyjaznym do zdjęć, ale jak dotąd, jeszcze nigdy nie udało mi się go ujarzmić, nawet po zmroku.

Kicz, sztuczność i nabuzowanie

Niektórzy zachwycają się centrum Warszawy. Ja jednak, za każdym niemalże razem, dostrzegam tam jednak kicz, sztuczność i nabuzowanie, które wprost biją od ludzi i miejsc. Może nawet bardziej od ludzi. Ale ludzie to miasto, i wszystko się zgadza.

Ludzie, wystawieni na ciągłe podglądanie, ocenianie w komunikacji miejskiej i lustrowanie na chodniku, nie potrafią zachowywać się naturalnie. (Moje) kadry tego nie lubią. Nie często, może tak. Zdecydowanie wolę „ustrzelić” zagubioną duszyczkę, podczas samotnego spaceru. Widzę w niej znacznie więcej, niżbym dostrzegła w całym autobusie, zapchanym korposzczurami.

Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że co fotograf, to lokalizacja, kadr, klimat i zamysł. Są ludzie, którzy wręcz żyją takim centrum i potrafią odnaleźć się tylko wśród gwaru i tysięcy ludzi. Zawsze zastanawiam się jednak, jak potrafią mieć tak podzielną uwagę, by nie przegapić niesamowitej jednostki, podczas gdy właśnie celują w stronę zupełnie nijakich bywalców nocnych klubów.



A może zerkniesz tutaj?

0 komentarze