Dlaczego w ostatni dzień lipca, tak bardzo narzekamy na upały?

by - lipca 31, 2017


Pytanie o to, dlaczego narzekamy, nie tyczy się jedynie ostatniego dnia lipca. Niestety. Pytanie o to, dlaczego narzekamy, ma drugie, a nawet i trzecie dno. Niełatwo jest dokopać się do prawdy, tak samo, jak niełatwo jest tej prawdy pożądać.



Tylko nielicznym w pełni się to udaje. Tylko nieliczni zapominają o tym, że słońce, fakt, mocno świecie, ale nie bez powodu. Ostatni dzień lipca - toż przecież nie zima, ani nie środek jesieni. Czyżbyśmy zapomnieli, że istnieje kolej rzeczy?

Zaskakujące upały w środku lata

Tego się nikt nie spodziewał – zaskakujące upały nawiedziły nasz kraj w środku lata. To tak nieoczywiste zjawisko, jak choćby tłum turystów na warszawskiej starówce lub torsje żołądkowe po zbyt dużej ilości alkoholu.

Te zaskakujące upały, dość nieświadomie i niezamierzenie, stały się synonimem polskości. Może nie tyle same upały, jak upały w towarzystwie ludzkich narzekań. Narzekań, że pot się leje, że koszulki robią się za szybko mokre, albo że ludzie jakoś tak nieprzyjemnie zaczynają pachnieć. Nie wspominam już przecież o komunikacji miejskiej, w której klimatyzacja działa, jeśli kierowca wyrazi na to chęć.

Upały? Przyszły tak nagle

Słuchajcie, z dnia na dzień upały nawiedziły nasz kraj. Nikt się tego nie spodziewał, podobnie jak tego, że zimą – prawie na pewno – spadnie w Polsce śnieg. To w sumie piękne, że w naszym kraju istnieją jeszcze takie oczywiste nieoczywistości, które potrafią zaskoczyć weteranów dobrej miny do złej gry.

Może dlatego jesteśmy tacy nerwowi, że niekiedy nie spodziewamy się jakiś sytuacji. Może dlatego, a może dlatego, że mamy w DNA, w genach wpisane narzekanie. Polskie, dobrej jakości, przebadane przez miliony. Uczone od maleńkości, z tradycją.

Tego się nie spodziewaliśmy

Podobnie, jak wielu innych rzeczy na naszej życiowej drodze, upałów nie dało się przewidzieć. Nie ma bata. Człowiek sam siebie nie przeskoczy i nie zakoduje sobie, że rok w rok, w tym cholernym lecie, jest ciepło.

Podobnie jest z narzekaniem. Człowiek sobie nie może zakodować, że narzekanie to coś złego. Narzekać będzie, że autobus odjechał. Ok, szanuję. Też tak przecież mam. Narzekać będzie, że nie ma nowego mitsubishi. A bo sąsiad to kupił sobie porsche. Albo znajoma znowu spotkała świetnego przystojniaka, a tu lato mija, a ja niczyja.

Ok, ja tak nie mam.
I napisze na Facebooku, że nienawidzi gejów, lesbijek, ma dosyć polactwa-cebulactwa, wyjeżdża do Anglii. Ma dosyć tej biedy, tej zaściankowości, teraz jeszcze te sądy, no ja pierdzielę.

Tylko nie rozumiem zupełnie, dlaczego. Dlaczego sam tego nie zmieni, a wręcz przeciwnie – cegiełkę swą dorzuca do muru. Muru szerokiego i ohydnego, trochę jak tego meksykańskiego, o którym krzyczał Trump w kampanii wyborczej. Po co mury, skoro są takie wysokie, brzydkie i dzielą? Dzielą przede wszystkim i za nic nie są w stanie zmienić rzeczywistości na plus.

A może zerkniesz tutaj?

0 komentarze