Jak zacząć pisać?

by - marca 03, 2017


Uwaga, wszem i wobec! Obchodzimy dzisiaj Międzynarodowy Dzień Pisarza. Na wstępie życzę wszystkim już piszącym, byście mieli jak najwięcej szczerych czytelników. Tym, którzy pragną dopiero zacząć, dedykuję tenże wpis. Chodźcie dalej! 


Najtrudniej jest zacząć


Tę złotą myśl zna niemalże każdy z nas. W głowie rodzi się ta spaniała myśl, by zacząć się wreszcie odchudzać, albo nauczyć się jakiegoś nowego języka. Na początku jest cudownie, motylki w brzuchu mieszają się z ekscytacją i niepewnością. Po pewnym czasie zdajesz sobie sprawę z tego, że albo pokonał cię tzw. słomiany zapał lub po prostu znów nie wiesz, jak dobrze zabrać się za ten numer jeden na twojej liście priorytetów. Znajomym się znów udało, a ty tkwisz w miejscu. Spokojnie, to norma.

Każdy z nas przechodzi czasem gorszy czas w życiu i zdarza się, że nie potrafimy sami wyjść na prostą. Niezastąpiona jest wtedy rodzina, bardzo pomocni stają się przyjaciele. Co jednak w momencie, gdy rodzice nie rozumieją twojej pasji, a przyjaciele akurat urządzają swoje m2 i są chwilowo w takim stanie, że interesuje ich tylko kolor firanek do kuchni? Musisz sobie radzić sam. Przeleż w łóżku, przerycz pół dnia, potem jeszcze drugie pół, przejrzyj cały internet, a na końcu zrób jedną, bardzo prostą rzecz. PO PROSTU ZACZNIJ. 
 

Jak zacząć pisać?


Tego niestety nie wiem. Znaczy wiem, ale pewnie mnie wyśmiejecie za tak oczywiste i... żenujące rady. No dobra, to leciało to jakoś tak: 1. Połóżcie palce na klawiaturze, 2. Otwórzcie nowy plik Worda (dla biedniejszych - OpenOffice, pozdrawiam!), 3. Zacznijcie naciskać przypadkowe klawisze (dla zaawansowanych - konkretne klawisze).
Brzmi żenująco, racja. Mi to jednak pomaga. Po przejrzeniu całego internetu, byłam już wszędzie, rozmawiałam już z każdym i zobaczyłam to, co się już nie odzobaczy. MOGĘ ZACZĄĆ PISAĆ, czyż nie tak to działa?

Nie wymyślam na wstępie żadnej fabuły, nie rozmyślam nad zakończeniem, jeszcze przed postawieniem pierwszego znaku. Buduję sobie bohatera, z którym bardzo często się utożsamiam, lub - który jest moim totalnym przeciwieństwem. Musi się coś między nami dziać. Albo się pokochamy, albo znienawidzimy. Proste.

Jest nam ze sobą więc albo bardzo dobrze, albo bardzo źle. Zaczynam myśleć nad dalszymi jego losami. Jak się kochamy - myślę, jak unieszczęśliwić delikwenta; jak nienawidzimy - jak uszczęśliwić. Szukam kontrastów, zwrotów akcji, jakichś pojedynczych spięć w jego życiorysie. Bardzo często wychodzi mi to w przerysowany sposób. Potem skreślam i poprawiam. Naprawdę rzadko zdarza się tak, że wychodzi dobrze od początku. Przecież na tym to polega - na kreśleniu fabuły i na kreśleniu na papierze (w Wordzie, ok). 
 

Jak przestać pisać?


Wykończyć człowieka piszącego może tylko znużenie, albo zgubiona myśl/uczucie. Ma na horyzoncie inne zajęcia? Będzie spisywał myśli w zeszycie lub w telefonie. Nic, ani nikt, nie powstrzyma go przed wynurzeniem się do rzeczywistości. Będzie chciał zostać "u siebie" tak długo, jak długo sam bohater nie zacznie go wsysać. Tak się dzieje, warning.

Przychodzi też moment całkowitego znużenia, które bywa najboleśniejszą z możliwych przerw. Dlaczego? Wątek się urywa, idealna chwila mija i następnego dnia, czy choćby za godzinę, nic już nie jest takie samo. Myśli pogalopowały dalej, słońce zmieniło swoje położenie, powietrze zmieniło zapach. Z tym też trzeba się nauczyć godzić.

Najważniejsze to nie przestawać pisać nawet, gdy świat ci to nieustannie proponuje. Trzeba wierzyć w siebie, gdy inni nie wierzą. Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Wiem, doskonale wiem. Trzeba jednak robić i wiarę, i rzeczy - kolokwialnie mówiąc. Trzeba też bywać, słuchać, czuć. Nie zakładać słuchawek na uszy, tylko słuchać rozmów obcych ludzi. Nie przesiadać się, gdy miejsce obok zajmie staruszka mówiąca do siebie. Spoglądać obcym ludziom w oczy i czekać, bo to pewnie oni pierwsi spuszczą wzrok...

A może zerkniesz tutaj?

0 komentarze